Mama i siostra u Marty (cz.2) – 23 październik 2018r. – Marta otrzymuje certyfikat Międzynarodowego Wolontariusza RED CROSS

„Wtorek był dniem, w którym pierwsze dwie godziny wizyty spędziłyśmy wtulone jak zawsze i rozmowa na niekończące się tematy…

Kolejne wejście na sale widzeń rozpoczęło się powitaniem przez Panią Governor wszystkich obecnych osób, wśród których byli między innymi nauczyciele oraz przedstawiciele Międzynarodowej Organizacji RED CROSS.
Spotkanie miało na celu przybliżenie idei promowania i pracy tej organizacji oraz pokaz pierwszej pomocy przeprowadzony przez Martę i inną kobietę.
Na tym spotkaniu zostały wręczone certyfikaty 4 osobom, jako Międzynarodowym Wolontariuszkom RED CROSS, w tym Marcie.

Potem jako niespodzianka – wystąpiły kobiety, które przy gitarze zaśpiewały 3 piosenki. Ten element był dla nas najbardziej wzruszający…
Łzy lały się bez opamiętania … gdy słyszałyśmy słowa o siostrze, mamie, o tym, że „kiedyś odlecę stąd…”
Na samo wspomnienie oczy już mokre od wzruszenia…

Potem były gratulacje, podziękowania, przytulenia, słowa otuchy na przyszłość…
I miły ostatni element – wspólnie wypita kawa z ciastem.
Oddałyśmy z mamą Marcie swoje porcje, żeby miała coś słodkiego na potem… bo co innego mogłyśmy zrobić…
Potem już ciężkie rozstanie… Bardzo dużo emocji, wciąż za mało wspólnie spędzonego czasu, za mało, za krótko…

To było nasze ostatnie spotkanie prawie rozerwane dłonie i serca…
Kiedy znowu się spotkamy??? Nie wiemy…”

Udostępnij:

Mama i siostra u Marty – 21 do 23 października 2018 r. – część 1

„Wizyta u Marty: 21 października – 23 października 2018 r.

Niedzielne spotkanie po kilku miesiącach (od kwietnia) rozpoczęło się łzami ze wzruszenia. Emocje wzięły górę tak mocno, że jedyne co mogłyśmy zrobić to łykać gorzkie łzy bez możliwości wydobycia z siebie choćby słowa…
Patrzyłyśmy jedynie na Martę a Marta na nas i ściskałyśmy mocno wzajemnie dłonie… Po jakimś czasie zaczęłyśmy rozmawiać.
I tak nie wiadomo kiedy minął czas wizyt.

Następnego dnia pełne entuzjazmu z możliwości spotkania czas upłynął nam jeszcze szybciej przepełniony mieszanką uczuć od radości przez bezradność, złość, smutek…”

 

Udostępnij:

Dzisiaj zmarła babcia Marty – „To moja ostatnia babcia”

Dzisiaj, 21 czerwca 2018 roku o godzinie 14-ej zmarła babcia Marty.
Zmarła w domu w Polsce, dożywszy sędziwego wieku 101 lat.
Do 102 lat zabrakło 2 miesięcy.

Marta dowiedziała się o tym od siostry w rozmowie telefonicznej.
Obie siostry milczały i nie wiedziały co powiedzieć…
To była bardzo lubiana babcia…
Obie siostry dużo jej zawdzięczają…

Marta poprosiła, aby w jej imieniu kupić znicz i postawić na grobie babci…

„To moja ostatnia babcia…”

 

Udostępnij:

Rodzina Marty, ze względu na gromadzenie środków finansowych ogranicza loty do Irlandii

Do najważniejszych działań rodziny Marty należy dbanie o dobrą kondycję psychiczną Marty i walka o przywrócenie sprawiedliwości dla Marty – o WOLNOŚĆ.
Przez te dwa lata rodzina starała się te dwa cele równoważyć.

W założonych działaniach były comiesięczne wizyty u Marty.
Najczęściej dwie osoby leciały z Polski na widzenie do Marty.
Najczęściej była to siostra i mama.
Zdarzały się też wyjazdy jednoosobowe, ale też i trzyosobowe.
Pomimo przeciwności, najczęściej co miesiąc, ktoś z Polski, z rodziny, odwiedzał Martę.
Różne przeciwności nie spowodowały zmiany wizyt.
Podczas jednej wizyty w Irlandii siostra Marty złamała nogę.
Na widzenie do Marty skakała na jednej nodze, bo nie było czasu na szpital.
Nie było czasu – był wybór: albo widzenie z Martą albo szpital.
Po widzeniu drugi wybór: albo szpital albo samolot do Polski.
Decyzja była prosta: skacząc na jednej nodze na widzenie do Marty, później na jednej nodze do samolotu i już w Polsce – prosto z samolotu do szpitala i noga w gips – złamanie z przemieszczeniem.
Odpadł przynajmniej jeden zaplanowany następny przylot do Marty.
Mama Marty, przed zaplanowanym jednym z przylotów do Marty również bardzo poważnie złamała sobie nogę.
Na pewien czas nie mogła przylatywać do córki, później przylatywała z kulą.
Jedna z osób z rodziny na dwa tygodnie przed zaplanowanym przylotem, doznała obrażeń w wypadku samochodowym (uderzenie z tyłu, samochodu w samochód – efekt: szyja w kołnierzu usztywniającym). Na czas pobytu u Marty, kołnierz został zdjęty i został w Polsce.
Rodzina pokonała różne przeciwności, ale regularnie ktoś był u Marty.
Dzisiaj rodzina gromadzi fundusze finansowe i musi nimi odpowiednio gospodarować.
Obecnie potrzebne są bardzo duże środki.
Bardzo duże środki, aby doprowadzić walkę prawną o wolność dla Marty do szczęśliwego zakończenia.

W związku z tym rodzina podjęła trudną decyzję, aby ograniczyć kosztowne wizyty u Marty w Irlandii.
Rodzina miała chęć zrobić Marcie niespodziankę i przylecieć w jej urodziny.
Niestety postanowiono zrezygnować z tego planu.

Obecnie rodzina prowadzi szeroko zakrojone konsultacje.
Do końca czerwca rodzina musi być pewna co do dalszych działań odnośnie Marty.
Wtedy planowany jest przylot do Irlandii i spotkanie z nowym adwokatem Marty – Frankiem Gearty, z którym współpraca układa się bardzo dobrze.

Bardzo serdecznie dziękujemy PRAWDZIWYM PRZYJACIOŁOM Marty z Irlandii, którzy w miarę możliwości, starają się dwa razy w tygodniu odwiedzać Martę w więzieniu.

Czy Marta, aby zmniejszyć koszty ponoszone przez rodzinę z Polski, zdecyduje się na odsiadywanie kary pozbawienia wolności w Polsce?
Czy zechce zmienić bardzo dobre warunki w więzieniu w Dochas Centre w Dublinie, na gorsze warunki w więzieniu w Polsce, ale bliżej rodziny?
…czas pokaże…

Udostępnij:

„Życzenia” – od Marty dla Siostry

Udostępnij:

Marta poprosiła o dodatkowy telefon – zadzwoniła do siostry pamiętając o jej dniu urodzin

Marta wyprosiła dodatkowy telefon.
(Znów rozmowa „bardzo” podsłuchiwana)
Marcie bardzo zależało, żeby zadzwonić do siostry.
Siostra nie obchodzi urodzin, ale Marta zawsze pamięta o tym dniu.
Zawsze tego dnia dzwoni do siostry.
Nawet więzienie nie zmieniło jej tego zwyczaju.
Zależało też jej na tym, aby tego dnia do siostry dotarł list – wyklejanka z serduszkami i uśmiechami.
(I list dotarł akurat dzisiaj)

W tym dniu Marta życzyła siostrze uśmiechu.
Żeby pomimo tego co się dzieje – zawsze cieszyła się życiem
Życzyła, aby spełnił się ich sen.
Że siedzą razem w ogródku, piją sok pomarańczowy i śmieją się do słońca.

Niby tak niewiele…
…ale na razie…
…w sferze snów i marzeń…

Cała Marta…
…pamięta o najbliższych…
…pamięta o wszystkich…

Udostępnij:

„Rozmowa (bardzo) podsłuchiwana”

To była bardzo ciężka noc dla rodziny Marty.
Przez cały czas pobytu w więzieniu Marta codziennie do kogoś dzwoniła.
W poniedziałek, 23-ego kwietnia, nikt z rodziny i przyjaciół nie doczekał się na telefon.
CHYBA PIERWSZY RAZ.
Rodzina się martwiła, bo Marta bardzo przeżywała pożegnanie z siostrą.
Marta na coś ciągle czeka, a teraz…nie wiadomo (nie ma daty), kiedy siostra znowu przyleci.

Na prośbę rodziny, w nocy jedna z przyjaciółek wykonała telefon do więzienia i dowiedziała się tylko, że Marta była na obiedzie.
We wtorek, do więzienia zadzwoniły znowu przyjaciółka i siostra Marty, z prośbą o przekazanie Marcie, że rodzina się martwi i czeka na telefon.

Najpierw było kilka prób połączenia z numeru zastrzeżonego.
W końcu można było usłyszeć Martę.
Usłyszeć, ale z dużym opóźnieniem.
Kiedy zadało się Marcie pytanie, zalegała cisza. Przy zadaniu następnego pytania, Marta odpowiadała na to poprzednie, mówiąc równocześnie.
Nie trzeba było słyszeć czyjegoś oddechu, by mieć pewność, że ktoś jeszcze jest bardzo mocno zainteresowany treścią rozmowy.

Z konieczności przez te 6 minut (ze względu na opóźnienia – 3 minuty) niewiele dało się porozmawiać.
Rodzina usłyszała Martę, ale jest pewna, że coś się w poniedziałek stało.
To niemożliwe, żeby Marta nie chciała zadzwonić.
COŚ SIĘ STAŁO.

Problemy wynikają najczęściej po wyjeździe siostry.
Jak siostra jest w Irlandii, wszyscy udają, że wszystko jest w porządku.
Ledwo siostra wyleci z Irlandii, już w poniedziałek, zaczynają się dziać jakieś dziwne rzeczy.
Pani Naczelnik też często zapowiada, że porozmawia z Martą po wizycie siostry.

(Podobnie było z pierwszą sprawą w sądzie – siostra wyleciała z Irlandii, i tak już raz przełożyła termin lotu. Wszystko wskazywało, że do podjęcia decyzji przez Ławę Przysięgłych nie dojdzie. Ledwo siostra wyleciała – zapadła decyzja, i to jaka).

Czy dla dobra Marty rodzina powinna być częściej w Irlandii?
A może to już najwyższy czas by Marta pożegnała się z bezduszną Irlandią?

 

Udostępnij: